Dzielnica VIII Dębniki - Stare Dębniki

  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size

Szkoły w stanie likwidacji

W tym roku może zostać zlikwidowanych rekordowo dużo szkół – ostrzega oświatowa Solidarność. Może to być nawet ponad osiemset placówek. Główny powód to szukanie przez samorządy oszczędności. 

Informacje o planach i zapowiedziach zamykania lub łączenia szkół napływają z całej Polski. Duże miasta chcą zamykać głównie gimnazja i szkoły ponadgimnazjalne, mniejsze gminy likwidują szkoły podstawowe. Jak tłumaczą przedstawiciele samorządów, muszą to robić, bo nie mają pieniędzy na ich utrzymanie. W niektórych przypadkach samorządy doszły do ściany. To efekt tego, że rząd wciąż nakłada na nie nowe obowiązki bez zapewnienia finansowania.

Samorządy decydują się na likwidację szkół, bo zgodnie z rządowym zaleceniem muszą ograniczać wydatki bieżące. A obecnie to właśnie na oświatę wydają najwięcej. Duży wpływ ma na to również niż demograficzny, a co za tym idzie mniejsza subwencja oświatowa. Jej wysokość jest m.in. uzależniona od liczby uczniów, a nie np. liczby klas.

– Nie stać nas już na dokładanie do oświaty. Budżetowa subwencja jest za niska i nie uwzględnia podwyżek dla nauczycieli, rząd nie deklaruje też zmian w Karcie nauczyciela – mówił w rozmowie z lokalną gazetą Ryszard Grobelny, prezydent Poznania, gdzie ma być zamkniętych kilka szkół. W całym województwie wielkopolskim, według wstępnych zapowiedzi, los ten podzieli być może nawet aż 50 placówek.

Jednak te kilkaset zagrożonych w tej chwili w całej Polsce szkół to jeszcze nie wszystko, samorządy nie powiedziały jeszcze ostatniego słowa. Więcej zgłoszeń ma trafić do kuratoriów dopiero pod koniec lutego. Wtedy mija czas na powiadomienie rodziców, uczniów, nauczycieli, związków zawodowych i kuratoriów oświaty o zamiarze likwidacji szkoły lub przedszkola.

Bez dobrych rozwiązań

Jak już informowaliśmy w „TS” w połowie stycznia w Wałbrzychu doszło do kilkusetosobowej demonstracji przeciwko polityce władz miasta. Jeden z powodów: plan likwidacji kilku szkół. Tu nie ma dobrych rozwiązań – odpowiedział protestującym prezydent miasta, podkreślając, że niż demograficzny zmusza samorządowców nie tylko w Wałbrzychu do tak radykalnych posunięć.

Szczególnie dramatyczne jest zamknięcie szkoły na wsi, gdzie często szkoły są nie tylko miejscem nauki – odbywają się tam wybory, spotkania wiejskie. To centra kultury na wsi. W ubiegłym roku pisaliśmy o likwidacji zasłużonej dla podtrzymywania polskości na Pomorzu szkoły w Piekle na Żuławach, gdzie uczęszczało zbyt mało uczniów. W tym roku już nie chodzi tylko o małe wiejskie szkoły. Zmiany planują też duże miasta, oprócz wspomnianego Poznania czy Wałbrzycha, także Częstochowa, Łódź, Opole, Radom, a przede wszystkim Kraków i Warszawa. Anna Okońska-Walkowicz, wiceprezydent Krakowa, gdzie zniknąć ma kilka placówek, wskazuje, że wydatki miasta na edukację to ponad 1,1 mld zł, z czego tylko dwie trzecie to subwencja oświatowa. Resztę wykłada gmina.

Roman Dziura, burmistrz Józefowa na Lubelszyźnie tłumaczy, że oświata jest coraz trudniejsza do udźwignięcia. Do tej pory miasto przeznaczało na ten cel 1,8 mln zł, a w tym roku musi znaleźć prawie 4 mln zł. To skutek m.in. podwyżek dla nauczycieli ustalonych przez rząd, na które samorząd nie otrzymał dodatkowych pieniędzy.

W Warszawie tylko w jednej dzielnicy – Praga-Południe – od września ma zostać zlikwidowanych kilka zespołów szkół. Rozwiązane zostaną dwa gimnazja, liceum i gimnazjum sportowe oraz sportowa podstawówka. Znane LO im. Zbigniewa Herberta ma być przeniesione do budynku w innej części dzielnicy, a tym samym Gocław zostanie bez liceum.

Samorządy mają łatwiej

W Krakowie miejscy urzędnicy planują zamkniecie XXIX LO. Sprawa ma się rozstrzygnąć na sesji Rady Miasta 8 lutego.

– Planuje się zamknąć jedno z nielicznych LO z klasami integracyjnymi. Jako jedyne liceum w mieście pracujemy z młodzieżą w oparciu o autorskie programy, kontynuujemy także program gimnazjum integracyjnego. Co dziwne, przeznacza się do zlikwidowania szkołę, która przynosi dochody, a nie straty! – mówi jeden z nauczycieli tego liceum, twierdząc, że tej decyzji w żaden sposób nie da się zrozumieć.

Masowa likwidacja szkół nastąpiła po zmianach w przepisach ułatwiających samorządom decyzje. Wcześniej władze mogły skutecznie zablokować takie zakusy. Było sporo odwołań do ministerstwa a po nich, gdy gmina się upierała, kierowano sprawy do sądów administracyjnych.

– Kuratorzy mogli interweniować, np. wtedy, kiedy w sąsiadujących gminach czy powiatach likwidowano szkoły i edukacja byłaby tam niemożliwa – mówi Wojciech Książek, przewodniczący regionalnej Sekcji Oświaty i Wychowania „S” w Gdańsku, b. wiceminister oświaty.

Jednak przed trzema laty, po zmianie ustawy, opinia kuratorium przestała być wiążąca. Państwo samo się pozbawiło możliwości wpływania na samorządy, dało im wolną rękę. W tym roku samorządy zdają się korzystać z tego jeszcze skrzętniej niż dotychczas.

Fala problemów

Można zrozumieć, że likwidowane są np. licea profilowane, bo nie ma chętnych na naukę w nich. Jednak, jak podkreśla Wojciech Książek, trudno godzić się na likwidację szkół, które za dwa lata będą musiały przyjąć dużą falę uczniów w związku z wprowadzeniem obowiązku szkolnego od 6 roku życia.

– To będzie ogromny problem – zaznacza Książek. – Dwa roczniki rozpoczną naukę, klasy będą przeładowane, pewnie będzie obowiązywać dwuzmianowość.

Dlatego, jego zdaniem, samorządy powinny bardzo racjonalnie podejść do likwidacji placówek. Masa młodych ludzi trafi najpierw do podstawówek, potem przesunie się do gimnazjów i szkół średnich. Niestety, po liczbie zgłoszonych likwidacji widać, że samorządy, tłumacząc się brakami w budżecie, działają krótkowzrocznie. Tym bardziej że nie ma, jak zaznacza Książek, twardych roszczeń samorządów w stosunku do rządu. A mogłyby to robić, na zasadzie: dajecie nowe zadanie, dajcie na to pieniądze. Tymczasem samorządy nie walczą o to. Efekt: problemy są przerzucane na rodziców, którzy ileś tam kilometrów będą wozić dzieci do innych szkół. I na zwalnianych, przerzucanych, tracących uprawnienia nauczycielach.

– To często kwestia powiązań politycznego samorządów z rządzącymi. Nie będziemy się wychylać. Lepiej z władzą nie zadzierać, bo to może się źle skończyć – mówi Książek. – Tym większa rola społeczności lokalnych, stowarzyszeń, związków zawodowych, rodziców. Im mądrzej będą działać, protestować, nagłaśniać sprawę bezzasadnych, bezsensownych likwidacji szkół, tym więcej ich ocaleje.  

Krótkowzroczne samorządy

Mówi Ryszard Proksa, przewodniczący Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania „S”

– Zakusy samorządów to jedno, a rzeczywistość to coś zupełnie innego. Liczbę placówek przewidzianych do likwidacji będzie można zweryfikować dopiero we wrześniu, bo samorządy niekiedy wycofują się pod presją społeczną, związków zawodowych itp. Wiadomo, niż demograficzny swoje zrobił, jednak pewne praktyki samorządów mogą budzić zdumienie. Dziwi postawa dużych miast i powiatów, które mają wysoką subwencję, o wiele wyższą niż w ub.r. Jeżeli prowadziło się nieroztropną (żeby nie powiedzieć mocniej) politykę oświatową, to w tym roku można było rzeczywiście popaść w kłopoty. Do przewidzenia było, że niż demograficzny dojdzie do szkół średnich. Tymczasem słyszymy ze strony niektórych krótkowzrocznych samorządów biadolenie, że mają za dużo gimnazjów. To ewidentna wina tych, którzy tego nie przewidzieli, nie restrukturyzowali sieci szkół. Teraz, gdy samorządy zbiedniały, bo jest kryzys, a do spłacania są zaciągnięte czasem bez opamiętania kredyty, mają kłopoty. Są bardzo zadłużone, dlatego najłatwiej im likwidować szkoły. Nie mówię, że wiele samorządów nie jest pod przymusem finansowym, ale w wielu przypadkach są same sobie winne.

Wojciech Dudkiewicz

Za http://www.tygodniksolidarnosc.com/